Bycie "pro-izraelskim" to operacja. Amerykanie nigdy nie byli "pro-izraelscy" aż do lat 70. lub 80. Bez mediów głównego nurtu, teologii dyspensacyjnej (też operacja) i intensywnej kampanii lobbingowej, większość Amerykanów nawet nie myślałaby o nowoczesnym państwie Izrael. Część powrotu do etosu naszych założycieli oznacza odmowę angażowania się w emocje przypadkowych, odległych krajów.